Lato, cholera, lato..

22 Maj 2012

Pravin się dziś nade mną zlitowała i powiedziała, że nie może patrzeć, jak się męczę z tymi chwastami i ona mi pomoże. Podobno ma jakąś czarodziejską maszynę na prąd, która jest prawie jak amerykańska prezerwatywa (chwasty usuwa, orze, sieje, krawaty wiąże, usuwa ciąże). Uff..! Tyle mojego, co obiecała, bo nie mam zamiaru jej tej maszyny czarodziejskiej wykorzystywać do czegokolwiek. Chociaż?..

Lato przyszło, a włosy mi urosły i gorąco się zrobiło.

Dziś rano, gdy podniosłam swoje doskonałe ciało z wyra po raz kolejny, doprowadziłam się do stanu używalności, ubrałam stosownie do podłej pogody i gdy wyszłam na zewnątrz, to.. z całą swą mocą uderzył mnie upał. Nie pozostało mi nic innego jak wrócić do domu i się rozebrać. I tak rozebrana poszłam do sklepu, a w sklep chyba na zamrażarkę przerobili, bo to był ten moment, gdy żałowałam, że nie mam długich do pasa rozpuszczonych włosów, a przy okazji kożucha.

No a potem coś mną szarpnęło mocno i prawie sprzątnęłam werandę. Zapewne sprzątnęłabym ją caluśką, gdyby nie pewien serial, co to go odkryłam. „Krew z krwi” – no kurde, ciurkiem (z krótkimi przerwami na sprzątanie i gotowanie) obejrzałam sześć odcinków.

Ale od tego upał nie zelżał wcale, pranie wyschło na wiór, porządki były prawie skończone, ja i tak za ciepło ubrana, a moje dzieci zmęczone, mąż nieprzytomny.

Czekałam na wieczór jak na zbawienie. Bo cisza wtedy, spokój taki miły..

Aaaa..! Zobaczyłam gdzieś tam po drodze na zakupach jednego pana. Taki duży, umięśniony, wytatuowany, łysy. Stał sobie obok małego budynku, na którym dumnie wisiał transparent cos tam o zdrowiu i takich tam..

Pogawędka z panem była bardzo miła i zaowocowała moją obietnicą pojawienia się u niego w najbliższy poniedziałek o godzinie piętnastej. Wow! I’m feeling good! Szkoda, że ma dwa(!) złote zęby, bo cholera nie da się z nim normalnie gadać bez jąkania i zeza.

A w ogóle to Matylda pokazała nam w niedzielę chyba DWA horrory! Dzizas, tamtaramtam!, ja tamtaramtam! Otwarte okno nocą plus odsłonięte zasłony i ten wiatr w liściach..

A jutro ma być jeszcze cieplej.

tagi:

PROM

19 Maj 2012

Pada, mokro, ciemno i ponuro.

Idealny mąż na moją osobistą prośbę kupił mi komplet narzędzi do ogrodu. Bo widły i łopatę już mam. Dostałam grabie, motykę i nie wiem, jak to trzecie nazwać, ma trzy ostre zęby, ale na pewno to nie są widły. Jeszcze sekator dostałam. I tak zaopatrzona poszłam dziś walczyć z chwastami. No super! Normalnie bohaterka ze mnie! – tak myślałam. Hmm.. Bosraterka raczej. Samo powycinanie chwaściorów nie było wielkim problem, ale te korzenie.. Urobiłam się jak koń w westernie. W dodatku nie mam odpowiednich butów, a dziś mokro, więc gdy wlazłam z tę część tylko zachwaszczoną, to prawie po kostki w błoto. A gratulowałam sobie głośno i siarczyście. Aż mnie Pravin serdecznie przywitała i spytała, co mam krzywego w tym ogrodzie..

Julii sukienka na PROM okazała się niewypałem, ponieważ prześwituje. Bogu dziękować, że buty się jej podobają. Szpilki na dziesięciocentymetrowych obcasach. Od patrzenia na te butki mnie nogi bolą. Ale ja to ja. Mam niskiego męża z ogromnym mięśniem piwnym, małą łysą głową (taki koszykarz z niego, a co?) i obcasy mi nie w głowie, choć do ślubu założyłam, ale tylko dlatego, że mnie koleżanka do tego namówiła. Jula wybrała sobie inną sukienkę, skonsultowała z koleżankami, że ładna i tę zamierza kupić. Tym razem postawiła na kolor czerwony. Ze względu na buty. Jak jej powiem, że musi na szczęście założyć podwiązkę czerwoną, to co obstawiacie drodzy czytelnicy? Zgodzi się? Czy mnie zjedzie jak burą sukę?

Moje dziecko zapewne nie jest jeszcze świadome, że na taki bal to nie sama sukienka, nawet z butami wystarcza. A bielizna to pies? Nie żeby nią kusiła pryszczatych młodzieńców przeca. Ale to bal. Pierwszy ważny i wszystko musi być tip-top. Cyckonosz z majtasami również.

No i fryzjer. I tu znowu się jakoś nie możemy zgodzić. Ja nie widzę jej wizji związanych włosów w byle jaki kucyk, a ona mojej uczesanej i rozpuszczonej. Wiecie, że ta piękna i młoda kobieta wstydzi się chodzić do szkoły w rozpuszczonych włosach??

Ha! Za to zgodziła się, że ja jej zrobię makijaż! I też obawiam się, że bez awantury się nie obejdzie. No cóż.. Człowiek nie tylko po to rodzi dzieci, żeby się zgadzały z każdym naszym zdaniem, prawda?

tagi: , , , ,

Bank Holiday

7 Maj 2012

Bank Holiday dziś. Wolne i spokojne.

Nauczyłam się spać na raty. Wstaję w okolicach piątej rano, robię śniadanie sobie, idealnemu mężowi, dzieciom. I kładę się spać. Idealny mąż wychodzi pierwszy, potem dziewczyny się szykują do szkoły, jedzą śniadanie i też wychodzą. A ja śpię. Śpię w wersji pierwszej do pierwszego budzika, w wersji drugiej do oporu, czyli mniej więcej tego samego czasu co pobudka z budzika. W wersji pierwszej mam godzinę na ogarnięcie się i wyjście do swojej pracy. W wersji drugiej czas rozciągam do niemożliwości i obiad dla pięciu osób gotuję pięć godzin. Powoli, powolutku, bez pośpiechu, bez nerwów, bez stresu. Dziewczyny wracają w zależności od dnia koło 15.30 lub godzinę później. Gotowy obiad już na nie czeka. No dobra, po drodze robię jakieś pranie, coś tam sprzątnę, na necie posiedzę. Ale to wszystko na lenia. Bez bólu pośpiechu, bez strachu, że nie zdążę. Szczęśliwie nie pracuję codziennie, więc bardzo sobie cenię te wolne dni. W dni pracujące po prostu pracuję, wracam do domu, gotuję szybki i późny obiad, zjadamy go podczas oglądania kolejnego odcinka ulubionego serialu mojego idealnego męża, a potem po kolei każdy korzysta z prysznica i cała rodzina zalega w swoich łóżkach, młodzież snem zdrowym, starzy snem zmęczonym.

Ale czasem starzy też mają trochę więcej energii i zła żona zmusza biednego idealnego męża do czytania głupich kolorowych czasopism angielskich. W sensie żona czyta i tłumaczy, a biedny idealny mąż pilnuje, żeby robiła to prawidłowo. Co ciekawe, zła żona czyta, tłumaczy i pobudza biednego idealnego męża co chwila ostrym kuksańcem a to w bok, czasem w łysinę, lekkim kopem w łydkę czy krótkim ciosem w krocze. Bo idealny mąż zbyt często sobie tę bardzo istotną sprawę olewa i zasypia z nudów zwyczajnie.

Gdy już w końcu biedaczek pobity wielokrotnie zasypia snem niesprawiedliwego, jego żona zaczyna czuć w sobie ten podmuch życia. Ale to noc ciemna. Nikogo to nie obchodzi. Nikt jej nie widzi, nie słyszy, totalna cisza od czasu do czasu przezrywana odgłosem silników przejeżdżających samochodów, bo otwarte okna w sypialni. A co ona robi? Schodzi do kuchni i obmyśla śniadanie dla dzieci, dla idealnego męża i jest szczęśliwa, że może się komuś przydać.

I teraz napiszę coś bardzo ważnego. Bardzo się cieszę, że niektórym moim krytyczkom wiedzie się nie tak, jak zaplanowały. To jest całkiem normalne zjawisko. Mam nadzieję, że ich obrzydliwe gęby pełne oszczerstw są tak zapełnione ich własnym Głownem w postaci farb i innych tapet. A że życzę jak najlepiej? Bo jestem ludzka po prostu.

Jest mi dobrze, żeby nie zgrzeszyć i nie powiedzieć: jest mi bardzo dobrze! Bo tak jest.

tagi: , ,